F: Skoro masz tyle zajęć - głównie oscylujących w kręgach muzycznych - czy znajdujesz jeszcze czas dla siebie, przyjaciół, bliskich?
S: No.. z tym czasem faktycznie jest krucho, ale daje rade - po prostu lubię mieć kontakt z muzyką. Na szczęście z przyjaciółmi i znajomymi widuję się codziennie, z niektórymi zresztą gram.
F: Jak można twoim zdaniem pogodzić tak różne stylistycznie zespoły?
S: No.. w zasadzie nie są one aż tak różne, jest to w końcu rock i
metal. Odmiennością faktycznie mógłby być nowy projekt muzyki chillout,
który założyłem z Marcinem. Taka odskocznia muzyczna od cięższego
grania też inspiruje.
Zawsze ciekawiła mnie muza elektroniczna, a Marcin jest w tej
dziedzinie naprawdę zajebisty i ma dużo do powiedzenia. Projekt
nazwaliśmy Boards of Poland, zainteresowani na pewno będą wiedzieć
dlaczego. Nieskromnie dodam, że niespodziewanie zostaliśmy finalistami
łódzkiego konkursu dla DJ’ów i producentów muzycznych. Jest to dla nas
duże osiągnięcie, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że dopiero zaczynamy
z BoP.
F: Częściej jesteś zatem w domu, czy raczej gdzieś w trasie, na próbach?
S: Przed wakacjami wyjazdy z HW oraz próby Infecto stanowiły znaczną część tygodnia i mam nadzieję, że po wakacjach wrócimy do tego programu. Natomiast przez okres wakacyjny prawie w ogóle nie było prób, co pozwoliło na skupienie się w domowym zaciszu na projekcie BoP.
F: Mówiłeś wcześniej, że w grudniu 2007 zasiliłeś szeregi poznańskiego zespołu Heavyweight. Czy trudno było się zaklimatyzować i przejąć obowiązki byłego już gitarzysty - Ryha?
S: Na szczęście chłopaki z HW szybko mnie zaakceptowali i naprawdę się polubiliśmy. Co do Ryha to co ciekawe, do dzisiaj nie znam się z nim za bardzo - rozmawialiśmy ledwie kilka razy. Natomiast to co grał musiałem poznać dogłębnie - i udało się! Pozdro Ryh!
F: Jesteś tym najmłodszym z muzyków - zarówno stażem, jak i wiekiem. Czy to nie jest trochę tak, że często najmłodszy odwala czarną robotę?
S: No już mi na początku mówili, że te lata co z nimi nie grałem, to mam teraz odpracować nosząc sprzęt na koncertach... Ale powiedziałem im, że wtedy wstawię im fakturę za granie z nimi i jakoś już do tematu nie wrócili . Na serio to myślę, że tej różnicy wieku to jednak między nami nie czuć, wszyscy jesteśmy ziomami z HW i tak zostanie. A Naszym uniwersalnym językiem porozumiewania się jest po prostu muzyka.
F: Niedługo z Heavyweight udostępnicie kolejną płytę, czy to oznacza, że zawieszacie trasy koncertowe pod szyldem "wagi ciężkiej" na czas dopracowania płyty?
S: Płyta jest już dawno dopracowana i aktualnie się tłoczy. Powiem nawet, że teraz koncertowanie będzie jeszcze częstsze właśnie z powodu promocji płyty. Mam nadzieję, że uda nam się zorganizować w Poznaniu koncert promujący płytę, o trasach koncertowych na razie nie myśleliśmy, ale wszystko przed nami:)
F: Mówiłeś, że zaczynałeś od legendy rock'a - Led Zeppelin. W związku z tym, jakie inne zespoły znacząco wpłynęły na twoją muzyczną świadomość?
S: Led Zeppelin to był mój pierwszy świadomy kontakt z muzyką. Później tych zespołów było wiele m.in. pokochałem Pink Floyd, do dziś cenię TSA. Później zacząłem zgłębiać się w muzykę metalową i progresywną - Pestilence, Death i wiele innych. W zasadzie cały czas odkrywam nowe świetne zespoły - a to też kształtuje.
F: O czym marzy gitarzysta trzech (czterech?) projektów?
S: Od zawsze marzyła mi się trasa koncertowa!
F: Czy mógłbyś zdefiniować, czym dla Ciebie jest 'dobry gitarowy riff'?
S: Przede wszystkim każdy, który wywołuje ciarki na skórze jest 'dobry'. Dodam, że najczęściej to są te riffy, które zajebiście brzmią na przesterowanym piecu.