Start
Forum
Radio
Muzyka
 
Dla zespołów




Wywiad

HeavyMusic.pl :: Wywiad :: Heavyweight - "Niespokojne Otoczenie"

"Niespokojne Otoczenie"

data: 07.11.25 00:00, autor: Furya, Wywiad z: Heavyweight

Heavyweight – waga ciężka wielkopolskiej sceny metalowo-rockowej. Mimo, że muzycy są dość zapracowani i nie dysponują dużą ilością wolnego czasu, mnie jednak udało się podpytać jednego z gitarzystów - Łysego o zespołowe plany, marzenia i to, co dzieje się w obrębie grania. Zapraszam za kulisy!

Furya: Skąd w ogóle pomysł na Heavywight?
Łysy: O to pewnie trzeba by zapytać Piecha, bo to on był na początku motorem napędowym tego zespołu, ale wydaje mi się, że tak jak to zwykle bywa, po prostu z potrzeby grania, wyrażenia siebie w taki sposób. Zespoły takie jak nasz, mogą powstawać chyba tylko i wyłącznie z potrzeby tworzenia, gdyż jak pewnie wielu z nas wie, nie ma rynku na taką muzykę, by zrobić na tym kasę.

F: Skoro ciężko jest się przebić w dzisiejszych czasach i wypłynąć na szersze wody, dlaczego zdecydowaliście się na twórczość polskojęzyczną?
Ł: To nie jest tak do końca z tą twórczością polskojęzyczną. Płyta, którą obecnie kończymy, jest też nagrana w wersji anglojęzycznej, a to po to by spróbować swoich sił także za granicami naszego kraju. Znamy przecież kilka przypadków dobrych zespołów, grających ciężkie klimaty, które większym zainteresowaniem cieszą się na zachodzie niż u nas. Jednak w naszym kraju grając, koncertując wydaje mi się łatwiej dotrzeć do słuchacza śpiewając po polsku.

F: Czy nie zawęża to trochę pola działania?
Ł: Jak wyżej , nie zawężamy pola działania :)

F: Jakie się wasze inspiracje muzyczne? Czego słuchacie w wolnych chwilach?
Ł: Każdego z nas kręcą nieco inne rzeczy. Memon jest fanem takich grup jak Led Zeppelin, Deep Purple czy Genesis, ale też bardzo lubi ciężkie rzeczy jak Slipknot czy nasz rodzimy Acid Drinkers. Piech wychował się na Gunsach, Metallice ostatnio bardzo kręci go Rammstein, ta kapela akurat wszystkich  ostatnimi czasy bardzo elektryzuje - profesjonalizm, ciekawe pomysły, image, świetna oprawa koncertów, rewelacja jednym słowem. Jak dla mnie nie ma słabych punktów.
Ryhoo lubi amerykańskie rzeczy typu Godsmack, Linkin Park  i Kid Rock. Acioo bardzo lubi Red Hotów, Velvet Revolver, a ja ostatnio bardzo, ale to bardzo dużo hip hopu, od lat uwielbiam też Dezertera za konsekwencję i świetne teksty. Takim moim odkryciem sprzed wielu lat jest amerykańska, nieistniejąca już grupa Stabbbing Westward. Nikt ich w Polsce nie zna, a byli genialni; aa no i bym o mało zapomniał, mistrz Janerka, wielki szacunek.

F: Jakie marzenia kierują Heavyweight?
Ł: Nie wiem do końca o czym marzy każdy z osobna, trochę się różnimy. Czasem myślę, że to nie dobrze, ale czas pokaże czy miałem rację czy się myliłem. Jako zespół po prostu o tym by dotrzeć do jak największej liczby słuchaczy. Do niedawna marzeniem był sprzęt, nadal są jakieś super graty, które są dość mocno po za zasięgiem, ale ogólnie w tej materii nie narzekamy.

F: Co daje wam siłę do działania i pisania nowych kawałków?
Ł: To odpowiem za siebie, bo nie wiem do końca co siedzi w głowie każdego z osobna. Dla mnie to złość, życie, wkurwienie na otaczającą rzeczywistość, na gównianą pracę, za którą płacą mi grosze. Ale żeby nie było tak ponuro jasne, że bywają sytuacje pozytywne, które napędzają do pisania. Poza tym tak czysto muzycznie, mnie bardzo inspiruje rytm, czasem bardzo fajne rzeczy powstają z kilku uderzeń na bębnach, tak powstał numer „Dobry Jezu”, który jest jednym z lepszych fragmentów nowej płyty. Sytuacji i bodźców jest naprawdę wiele.



F: Gracie już ze sobą sporo czasu. Czy zdarzają się jakieś większe potyczki wewnątrz zespołu?
Ł: Tutaj trafiłaś celnie. Przez to, ze pochodzimy z różnych środowisk, rodzin o różnym statucie społecznym, a przede wszystkim chyba, że w tej chwili każdy z nas ma nieco inne spojrzenie na życie - bywają naprawdę ciężkie sytuacje. Jednak dla każdego z nas zespół jest tak ważną rzeczą,, że pomimo tych różnic, gramy ze sobą już tyle lat. Wystarczy popatrzeć na scenę poznańską - jest niewiele kapel, które potrafią wytrzymać ze sobą w tym samym składzie przez lata. Także ważną sprawą jest to, że nie ma jakiegoś jednego lidera, nie ma kogoś kto mógłby przez jakieś swoje chore jazdy zniszczyć pracę pozostałych. Krótko mówiąc nie ma ludzi niezastąpionych, może to brzmi groźnie i niefajnie, ale tutaj widać tego pozytywne aspekty.

F: Czy brak koncertów to śmierć dla bandu?
Ł: Powiem tak, potrafi to człowieka zniechęcić do dalszego działania. W pewnym momencie zadajesz sobie pytanie po co to robisz, czy ma sens przyjeżdżanie na próby, gdy jest się nie raz mocno zmęczonym po pracy. Bywa tak, że jest grupa ludzi którzy spotykają się bez żadnych założeń i grają próby, nie grając koncertów. Jednak ja z autopsji wiem, że takie kapele długo nie istnieją. Więc w moim rozumieniu granie tak, myślę, że tak.

F: Jakie jest wyobrażenie najlepszego koncertu wg Heavyweight?
Ł: Stadion , gramy jako gwiazda wieczoru, euforia pod sceną. Fajnie czasem pomarzyć (śmiech).

F: Pytanie stałe – czasem bywa tak, że na koncercie wszystko się może stać. Nawet jakieś niemiłe i niepożądane rzeczy – pamiętasz największą koncertową wpadkę?
Ł: Jakiś wielkich wpadek nie pamiętam, czasem bywają jakieś problemy sprzętowe. Ja mam zawsze lekką nerwówkę czy wszystko mi zagra, dość dużo ostatnimi czasy modyfikuję w sprzęcie i jest lekki stres. Na szczęście sprzęt jest na tyle klasowy, że zawodzi coraz rzadziej. Bywa, że o czymś zapomnę, jak na koncercie w Legionowie, gdy nie podłączyłem kabla odpowiedzialnego za przełączanie kanałów w moim piecu, chce zagrać spokojny fragment, a piec ryczy siarczystym przesterem, ale poradziłem sobie prostym sposobem - warto mieć w instrumencie dobre, nie trzeszczące potencjometry (śmiech). O teraz mi się przypomniały dwie zabawne historie naszego basisty, raz nie zabraliśmy z sali pieca basowego do Gdańska, na szczęście Tomek Lipnicki, który był organizatorem tego koncertu załatwił super piec i było zajefajnie. Inna sytuacja była taka, że gdy jechaliśmy do Nowej Soli Acioo zapomniał gitary basowej, na szczęście przypomniał sobie o tym kawałek za Poznaniem.



F: Najlepiej zagrany koncert według ciebie?
Ł: Właśnie tutaj trzeba rozgraniczyć najlepszy pod względem reakcji publiki i najlepszy przez nas zagrany. Jeśli chodzi o to pierwsze - to zdecydowanie koncert na Spring Rock Festiwalu w Nowej Soli w 2004 roku, gdzie po części konkursowej organizator zwrócił się do nas z prośbą o nieplanowany wieczorny dłuższy koncert. Wtedy reakcja publiki była niesamowita, do końca życia chyba nie zapomnę tego gigu. Koncert przez nas najlepiej zagrany to, hmm w sumie też nowa Sól i ten sam festiwal tyle, że w 2006. Graliśmy w godzinach popołudniowych w pełnym słońcu, ale pamiętam, że zagraliśmy dobrą sztukę. Tak poza tym chciałbym jeszcze dodać, ze kochamy grać w Nowej Soli, czujemy się tam jak w domu.

F: Czy masz jakieś marzenia jeśli chodzi o twoje środowisko pracy? Chodzi mi tu oczywiście o sprzęt.
Ł: (śmiech) No w tej materii nigdy się nie przestaje marzyć, kombinować. Nie znalazłem jeszcze żadnego muzyka który powiedziałby, że jego sprzęt jest docelowy i nic już nigdy w nim nie zmieni.
Co mi się marzy? Jeśli chodzi o piece, nie jest źle, jestem zadowolony z tego co mam. Marzą mi się jakieś fajne instrumenty, z racji tego, że gram to co gram i do tego mam krótkie palce, to bardzo podobają mi się dwie gitary: Music Man Petrucci oraz PRS Costom 24 z opcją cieńszego gryfu wine/thin. Zawsze podobały mi się także wysokie modele ESP, a ostatnio zachwycił mnie Dean.
 
F: Na stronie zespołu widnieje tekst: „Surowe brzmienia maksymalnie wysterowanych, lampowych wzmacniaczy, nisko zestrojone instrumenty oraz charyzmatyczny, melodyjny wokal - to nie próba dokonania rewolucji w muzyce rockowej. To jedynie prosty sposób przekazywania słuchającym swoich emocji”. Jakiego typu emocje chcecie przekazać i do kogo są one skierowane?
Ł: Trudne pytanie, jest ich wiele. Tak jak powiedziałem wcześniej, jest sporo niefajnych spraw w życiu, które dobrze wyrzucić z siebie. To taki katalizator, ale też nie po to, by kogoś tym zdołować, ale by powiedzieć ludziom, którzy przeżywają podobne rzeczy, że nie są sami. Jest też taka sprawa, że jak posłuchasz naszych numerów zauważysz, że jest tam zawsze nuta pozytywu, nadziei. Nie musi być tak jak jest, że nie musimy się na to godzić .Mi osobiście pomaga, gdy słucham kawałków ludzi wywodzących się z podobnych środowisk jak moje. Za to mdli mnie, gdy słyszę Dodę lub Kasię Cerekwicką, to jest dla mnie jakieś wyalienowane z rzeczywistości.

F: Co tak naprawdę liczy się dla ciebie w muzyce?
Ł: Szczerość, to jest najważniejsze. Jeśli jesteś słaby technicznie, ale jesteś szczery, jesteś wiarygodny. Natomiast jeśli jesteś świetny technicznie, ale to co robisz nie pochodzi z serca, lepiej daj spokój, bo dołożysz kolejną cegłę do popowej papki, która zabija prawdziwa muzykę. Idealnie jest połączyć technikę z pomysłami.



F: Jacy są członkowie Heavyweight po godzinach?
Ł: Zmęczeni (śmiech), ale zadowoleni z tego co robią. Wiem o co ci chodzi dotykając tematu zachowania po koncertach -  bywa , że w natłoku poza zespołowych zajęć, trzeba po koncercie po prostu pojechać do domu i położyć się spać by wstać rano do pracy. Jesli nie trzeba rano wstawać, fajnie jest wypić parę piw, kocham tą atmosferę koncertową i po koncertową. Jest kilka kapel w Poznaniu, z którymi świetnie nam się gra i świetnie imprezuje.

F: Wydaliście już 4 EPki. Nad którą pracowało się najciężej i dlaczego?
Ł: Wydaliśmy to za dużo powiedziane, w sumie to wydaliśmy tylko „Czarny Punkt” i to do tego własnym sumptem w niewielkiej ilości egzemplarzy. Ale jakieś tam zainteresowanie płytą było. Poprzednie produkcje to raczej rzeczy czysto promocyjne, by mieć co wysłać na festiwal, do radia, zagrać dobry koncert przed jakimś większym zespołem itp. Tak więc jako pierwsze wydawnictwo traktuję „Czarny Punkt” i to takie wydawnictwo wprowadzające. Pierwszą pełnowymiarowa produkcję przygotowujemy teraz. A powracając do pytania jak na razie to nad każdą kolejną produkcją pracuje nam się ciężej, a to chyba dlatego, że wymagania rosną, co jest naturalne i wręcz konieczne dla rozwoju zespołu.



F: Wróćmy na chwilę do roku 2003 . „Czarny Punkt” to ostatnie wydane dotychczas wasze dziecko. Skąd pomysł na taki tytuł?
Ł: Z tytułami to my zawsze mamy problem, bo kawałki są dość różne i ciężko to objąć jednym tytułem. To było jakoś tak, że ktoś wpadł na pomysł i wymyślił od razu do tego koncepcję okładki i tak to do siebie wszystko przypasowało. Pomijając to, „Czarny Punkt” jak tytuł tej produkcji traktuję jako jakieś zwroty, niebezpieczne, często wynikające z działania nieprzemyślanego - sytuacje  życiowe.

F: Czy tytułowy kawałek ma związek z jakimś konkretnym zdarzeniem?
Ł: Nie, na szczęście nie.

F: Kto zajmuje się pisaniem tekstów? Czy jest jakaś metoda, by napisać coś, co poruszy nie tylko twórców danego utworu, ale również odbiorców?
Ł: Większość tekstów pisze Piechu, mi czasem też zdarza się coś napisać. Czy jest jakaś metoda? Chyba nie ma, trzeba być szczerym w tym co się robi.Jeśli coś mnie naprawdę poruszy - tekst wypływa ze mnie sam. Czasem same dźwięki podsuwają jakieś obrazy, które opisujemy. Ciężko mi jest się wypowiedzieć za Piecha, choć z drugiej strony znamy się od lat i myślę, że on odczuwa to w ten sam sposób.

F: Teksty Heavyweight są...?
Ł: Proste i dosadne, czasem nieco ciemne, ale niosące dużo pozytywnych emocji.

F: Jesteście w trakcie realizacji nowej płyty. Jak przebiegają prace nad nią?
Ł: Długo, ciężko i w bólach. Miałem wątpliwości, czy w ogóle ją skończymy, ale teraz jest już naprawdę blisko końca.

F: Co zajmuje najwięcej czasu przy produkcji albumu?
Ł: Ustawienie odpowiedniego brzmienia. dzisiejsze standardy akustyczne wymuszają na zespołach bardzo dużo pracy by zbliżyć się do brzmień, które znamy z płyt dobrych kapel. Mając przy tym małe zasoby sprzętowe, jak w naszym przypadku, nie jest to łatwe, chodzi mi o sprzęt studyjny, bo by wykreować takie samo brzmienie nie jest ciężko. Chodzi tu o rejestrację tego, co wydobywają wzmacniacze, kolumny. Druga rzecz to edycja, wyrzucenie wszystkich niepotrzebnych zgrzytów, szumów, ustawienie tego wszystkiego, by numery brzmiały jak całość, jak jedna płyta, itd.

F: Powiedziałeś wcześniej, że na nowej płycie znajdą się kawałki anglojęzyczne. Czy zdradzisz jeszcze jakieś szczegóły dotyczące krążka?
Ł: Płyta nosi tytuł "Niespokojne Otoczenie". Tak jak powiedziałem wcześniej, przygotowaliśmy wersję polsko i anglojęzyczną. Jest jeden numer, który od początku był po angielsku i taki też będzie na obu wersjach. Płyta zawiera 11 utworów, jest wydaje mi się, na tyle różnorodna, że każdy kto słucha cięższego grania znajdzie coś dla siebie. Umieściliśmy również jeden całkowicie spokojny numer, co w naszym przypadku zdarzyło się po raz pierwszy. Zawsze były numery spokojniejsze jak na przykład "Śmierć Miłości" z epki "Czarny Punkt", ale tam refreny były już mocniejsze. W jednym numerze zarapował nasz przyjaciel Adik i bardzo mi się jego partia podoba. Więcej nie zdradzam, poczekajcie na płytę.

F: Jak wyglądają próby i przygotowania do koncertów?
Ł: Spotykamy się w zawilgoconej sali, choć ostatnio nie jest już tak źle i ćwiczymy,  aż będzie kopało! Będzie - jak my to nazywamy - punkt, czyli cała kapela będzie chodziła jak jeden organizm. Nasza muzyka specyficzna pod względem gitar, które muszą pracować tak, jakby grał jeden gitarzysta.Z tworzeniem kawałków to jest tak, że zwykle gitarzysta przynosi jakiś motyw lub motywy i obrabiamy to razem na próbie, czasem z przypadkowych dźwięków. Naprawdę różnie.

F: Jak rozwiązujecie problemy grania krótszych koncertów? Chodzi mi głównie o to, gdy za moment rozpocznie się wasz koncert nagle przychodzi organizator i mówi, że trzeba zejść wcześniej ze sceny. Czy często zdarzają się takie przypadki i jak sobie z nimi radzicie?
Ł: Na szczęście za często tak sie nie zdarza, ale jeśli już są, to takie sytuacje załatwiamy po przyjacielsku, zawsze można sie dogadać. Czasami bywało tak, że w trakcie koncertu organizator wchodził i mówił, że trzeba kończyć bo to bo tamto, ale wtedy zawsze pomagała nam publiczność. (śmiech)

F: Jak wygląda u was dobór set listy na koncerty?
Ł: To zależy od tego gdzie gramy, jaka to impreza, choć bez przesady. Nie jesteśmy kapelą do kotleta i nie zmieniamy repertuaru jakoś diametralnie w zależności od rodzaju imprezy. Najczęściej jest dość stała, są to zwykle numery, które nas najbardziej kręcą plus kilka, które ludzie znają i chcieliby usłyszeć.

F: Czy myślałeś kiedyś o akustycznych koncertach/ albumie? W dzisiejszych czasach to dość popularne wśród zespołów rockowych bądź metalowych.
Ł: Chyba kiedyś gdy prężnie działał Rock Front była idea takiego koncertu, ale nie wiem sam kiedy i dlaczego umarła. Uważam, że to fajna rzecz zagrać numery ciężkie w ten sposób, wychodzą nieraz fajne, ciekawe aranżacje. Jeśli chodzi o dzień dzisiejszy to w naszym przypadku jeszcze nie czas na płytę w takim charakterze, a w kwestiach koncertowych, jeśli byłaby taka propozycja, czemu nie.

F: Czy istnieje kawałek, bez którego koncert nie mógłby się odbyć?
Ł: Chyba nie, nie jesteśmy gwiazdą, której tego czy tamtego nie wypada zagrać, bo publika będzie niezadowolona. Nie jesteśmy Stonsami i nie mamy swojego "Satisfaction", czasem zastanawiałem się, jak to jest w Lady Pank, gdy grają po raz milionowy "Kryzysową Narzeczoną". (śmiech)

F: Czasem bywa tak, że podczas dobrego koncertu, przy piosence na którą wszyscy czekają, ześlizguje się przez przypadek palec z gryfu – jak wg gitarzysty Heavyweight wyjść bez muzycznego szwanku z takiej opresji?
Ł: Czasem można coś zaimprowizować, żeby wyglądało, że tak miało być (śmiech). Ale właściwie to nie powinienem ci tego mówić, bo teraz już będzie dokładnie wiadomo kiedy coś zepsułem (śmiech). Tak więc, więcej sposobów na takie sytuacje nie zdradzam , każdy muzyk powinien sam jest w sobie znaleźć.



F: Muzyka nie mogłaby istnieć bez ......?
Ł: Wkładanych w nią uczuć. Owszem jest teraz trochę takiej muzyki kalkulacyjnej, tylko dla zysku, ale nie wiem czy powinniśmy to nazywać muzyką. Może produktem muzykopodobnym, to w sumie dobre. Jeśli są wyroby czekoladopodobne, to widzę też sporo rzeczy muzykopodobnych, nie będę wymieniał nazw, bo żal mi tych ludzi, nie będę się nad nimi pastwił.

F: Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?
Ł: Przede wszystkim, znalezienie wydawcy dla naszej nowej płyty "Niespokojne Otoczenie"; granie dużej ilości koncertów; by jak najwięcej ludzi o nas usłyszało; ogólnie promowanie zespołu; dalszą rozbudowę naszego studia, bo jednak najlepiej się nagrywa, gdy nie bije ci nad głową zegar i nie ma nerwówki. To chyba tyle.

F: Czego życzylibyście użytkownikom heavymusic.pl?
Ł: Dużo zdrowia, poczucia szczęścia, bo to jest najważniejsze i dużo dobrej muzy.

Furya




Zobacz kompendium zespołu


© 2006-2009 HeavyMusic.pl Team, All rights reserved, design by Nemesis ('06)