
1. My Body, A Funeral 2. Fall With Me 3. The Lies I Sire 4. Bring Me Victory 5. Echoes from a Hollow Soul 6. ShadowHaunt 7. Santuario di Sangue 8. A Chapter in Loathing 9. Death Triumphant
Skład: Aaron Stainthorpe – wokal; Andrew Craighan – gitara; Hamish Hamilton Glencross – gitara; Katie Stone – klawisze, skrzypce; Lena Abé – bas; Dan "Storm" Mullins – bębny
Peaceville Records, 2009
|
|
Na początku lat 90. powstało określenie „święta trójca
brytyjskiego doom metalu” (rzadziej mówiło się o „świętej trójcy Peaceville”).
Mówiono tak na Paradise Lost, Anathemę i My Dying Bride. Ci pierwsi zmienili
nieco swój styl, zbliżając się zdecydowanie bardziej w stronę gotyckiego rocka.
Anathema metal porzuciła dla grania lżejszego, bardziej lirycznego, które można
określić jako „rock atmosferyczny”. Gdzie zaś jest My Dying Bride? Otóż… ciągle
na początku lat 90.
Ok, na pewno brzmienie jest dużo lepsze niż to znane z
pierwszych wydawnictw My Dying Bride. Muzyka brzmi soczyście i selektywnie,
doskonale słychać najmniejszy nawet dźwięk, szczególne wrażenie robi zwłaszcza
„głos” bębnów. Ponadto zmian jest niewiele. O ile w ogóle jakieś są.
O ile w przypadku niektórych grup, takiego AC/DC, czy
Motörhead, jakiekolwiek zmiany są wręcz niepożądane, o tyle w muzyce
Brytyjczyków przydałby się powiew świeżości. No dobra, taka ślamazarna i smutna
muzyka może ma pewien urok; weźmy np. „The Lies I Sire” bądź otwierający „My
Body, A Funeral” – w tych kawałkach przewijają się naprawdę dobre melodie. Generalnie
jednak „For Lies I Sire” wypełnione jest muzą graną na jedno kopyto, rzekłbym,
że nawet nudną. Naprawdę, lubię „Turn Loose The Swans”, cenię sobie „The Dreadful
Hours” czy “The Angel And The Dark River”, niemniej to już dziesiąta (!) płyta
Brytyjczyków zawierająca niemal tę samą muzykę. My Dying Bride próbowali się
tylko raz trochę wychylić, nagrywając, swoją drogą naprawdę świetne, „34.788%…
Complete”, lecz po fali krytyki od zatwardziałych fanów postanowili wrócić do
sprawdzonej formuły. Szkoda.
Czy poza wtórnością są jakieś wady? Nie, w końcu ci kolesie
mają już opanowane do perfekcji granie tego swojego doom metalu. Muzyki
wtórnej, bezproduktywnej i nijakiej znieść zazwyczaj nie mogę… lecz
najwidoczniej mam jakiś osobisty afekt do tych Brytoli, bo „For Lies I Sire”
trochę jednak mnie wciągnęło. Ten nostalgiczny, przepełniony smutkiem i
swoistym romantyzmem klimat potrafi wciągnąć, nawet zafascynować. Ciężko nie
popaść w lekką nostalgię słuchając tych dźwięków. Pozytywnym aspektem tego
krążka jest na pewno przewaga czystych wokali; tym razem Aaron Stainthorpe
prawie w ogóle zrezygnował z growli. Choć czyste partie w jego wykonaniu pełne
są jęków i zawodzenia, to ciężko wyobrazić sobie muzykę My Dying Bride bez tego
charakterystycznego elementu. Blado też wypadałoby to granie bez partii
instrumentów smyczkowych. Na „For Lies I Sire” smyków jest sporo, co jeszcze
potęguje posępny nastrój.
Jak to ze wszystkim bywa, są tacy, których ta płyta
zachwyci, inni zaś, po raz kolejny, będą marudzić. Nie do końca do mnie
skierowana jest ta muzyka, bo smutek i depresyjny nastrój są tu zbyt nachalne,
lecz pewnie i tak znajdzie się parę osób, którzy dadzą się za ten album
pokroić. Ja tylko pogratuluję, zresztą nie po raz pierwszy i pewnie nie
ostatni, odwagi Anathemie. No i czekam na nowy album.
Ocena: 6/10
Emef
|