
1. That Was Just Your Life 07:08 2. The End of the Line 07:52 3. Broken, Beat & Scarred 06:25 4. The Day That Never Comes 07:56 5. All Nightmare Long 07:57 6. Cyanide 06:39 7. The Unforgiven III 07:46 8. The Judas Kiss 08:00 9. Suicide & Redemption 09:57 10. My Apocalypse 05:02
Skład: James Hetfield – gitara, wokal; Kirk Hammett – gitara; Robert Trujillo – bas; Lars Ulrich – perkusja
Warner Bros, 2008
|
|
Metallica z pewnością nie jest zespołem który co roku zasypuje rynek fonograficzny nowymi wydawnictwami. Od „St. Anger” czterej jeźdźcy milczeli bardzo długi czas. Oczywiście zapowiadali powrót do korzeni i takie tam brednie, w które mało kto wierzył. Zaczęło się jednak robić ciekawie, kiedy okazało się, że produkcją zajmie się nie kto inny jak sam Rick Rubin! Fani mieli podzielone zdanie. Jedni mówili że już się nie nabiorą, inni z niecierpliwością czekali na nowy krążek. Wiadomo było, że płyta będzie sensacją. Już przed premierą można było posłuchać niektórych kawałków w Internecie (a i dało się nielegalnie pobrać całość), ale fani czekali aż w sklepie ukaże się nowy krążek z trumną na okładce. I doczekali się.
Sam dopadłem tą płytkę i z radością włożyłem ją do odtwarzacza. I powiem szczerze, że mnie zaskoczyła. Bicie serca to intro, jakiego Metallica jeszcze nie miała. Spokojny wstęp przerywają ostre, przesterowane gitary. Pierwszy kawałek pokazuje już kierunek, jaki obrała „nowa Metallica”. Nie jest to na pewno powrót do korzeni, chociaż czuć tamtą energię. Bardziej nazwałbym to takim „nowoczesnym thrashem”, pełnym ciekawych zagrań i ciężkich riffów. „That Was Just Your Life” nie jest zachwycający. Owszem... ciekawy, mocny, ale nie jest to szczyt ich możliwości. Druga piosenka jest bardzo podobna jeśli chodzi o poziom i styl. No... może trochę lepsza, ale dopiero przy następnym kawałku robi się ciekawie. „Broken, Beat & Scarred” niemalże rozwala. Bardzo ciekawe motywy i chwytliwy wokal. Słowa „You rise! You fall! You’re down and you rise again” wykrzyczane przez Jamesa dają niezłego kopa. Ten człowiek potrafi wykorzystać swój wokal w 100%, nie taki genialny jak na pierwszych płytach, ale z pewnością pasujący do tych energetycznych kompozycji. Po mocnym początku czas na balladę. „The Day That Never Comes” jest najbardziej komercyjnym kawałkiem z całej płyty. Teledysk do tej piosenki można zobaczyć wszędzie i jest to bardzo chwalona pozycja. Niesłusznie! Osobiście uważam ten kawałek za nudny i kiepski, ale pozostawię to waszej ocenie. Panowie szybko jednak odzyskują mój respekt. Nieco dziwny wstęp i już za chwile robi się gorąco. Szybki riff, dosyć prosty, ale świetny rytm wprowadza w „All Nightmare Long”. Wierzcie lub nie, ale tytuł oddaje klimat piosenki. Krzyk z refrenu faktycznie brzmi jak z koszmaru. Kawałek po prostu niszczy! Świetnie zastosowane przerwy tylko dopełniają jego świetności. Potem następuje „Cyanide”, o którym już było dosyć głośno przed premierą. Ale wersja płytowa jest o niebo lepsza. Słowa refrenu wykrzyczane przez Jamesa naprawdę sprawiają, że ciary przechodzą po plecach. „Suicide! I’ve alreardy died!” To jest to! I następuje kawałek którego już tytuł sprawia wiele kontrowersji. Trzecia odsłona słynnego „The Unforgiven”. To już nie ten sam wstęp co w poprzednich wersjach, ale także świetnie. Mówcie co chcecie, ale ten kawałek naprawdę jest super. Dużo lepsza ballada niż „The Day That Never Comes”. Zaś o „The Judas Kiss” nie trzeba mówić, wystarczy posłuchać. Ten kawałek po prostu zmiata ze sceny wszystkich pozerów, kindermetali, wasze babcie i księdza proboszcza! Uwielbiam włączać go na max i czekać aż sąsiadki zadzwonią po egzorcystę. Następny song proszę przewinąć... Instrumental niczego nowego nie prezentuje, a na pewno warto posłuchać piosenki tuż za nim. Dlaczego? To proste! Bo to najlepsza piosenka na płycie! Od pierwszej do ostatniej nuty moja głowa poruszała się rytmicznie razem z riffami. Ach, a co to są za riffy! Ten kawałek jest dla mnie jak całe „Kill’em All” i wszystkie najszybsze kompozycje Metallica! I tu powinno się znaleźć ostrzeżenie. Nie włączajcie tego kawałka dopóki nie będziecie pewni, że w pobliżu nie ma niczego, w co możecie przywalić głową. Bo zaczniecie nią machać zanim się zorientujecie!
Jeśli chodzi o kompozycje, to z pewnością Metallica pokazała klasę. Piosenki są świetne i naprawdę kopią cztery litery. Ale mam kilka zastrzeżeń i z pewnością nie tylko ja. Otóż dźwięk jest przesterowany (dla tych co nie zrozumieli polecam Google: ściana dźwięku). Brzmi fatalnie, zwłaszcza w „The Day That Never Comes”, kiedy riffy robią się bardzo gęste. To psuje efekt, jeśli lubimy posłuchać głośno muzyki (a lubimy, prawda?). Następna rzecz, jaka mi się nie bardzo podoba to brzmienie gitar. Jest jak dla mnie zbyt płaskie. Na pewno nie jest to szczyt brzmienia, jaki mamy choćby na kultowym już „Master Of Puppets”. Pomijając to wszystko „Death Magnetic” jest świetną płytą z mnóstwem wspaniałych kompozycji. Niestety jednak brzmienie obniża ocenę.
Ocena: 7,5/10
Mania™
|