
1. Introduction To Assassination 2. Crushing Impure Idolatry 3. Dead Head's Empire 4. Be A Slave Or Be A Lord 5. Crush The Tribe Of Jesus Christ 6. Terrorfront 7. Salvation 8. The Grand Intolerance Manifestation 9. Dechristianized By Parabellum 10. Triumphant Outroduction
Skład: Herr Warcrimer – wokal; Zyklon – gitara; Triumphator – gitara; Godcrusher – bas; Stormblast - peruksja
Agonia Records, 2005
|
|
Pięć lat po wydaniu pierwszego dema ukazuje się debiutancki longplay Infernal War, którym to ludobójcza machina z Częstochowy zdała się ugruntować na stałe swoją pozycję na polskim black metalowym froncie.
Warto skupić się chwilę na samej okładce, która została wykonana w dość niecodziennej, jak sądzę, konwencji. Przedstawia ona oblężenie klasztoru na Jasnej Górze przez – no właśnie, przez co? Chcąc uniknąć banalnego patosu pokroju „Sił Ciemności” czy zbędnych skojarzeń, odpowiem najprościej: przez demony. Pieprzony, skrzydlaty legion eksterminacji.
Po krótkim, industrialowo/ambientowym wstępie (autorstwa Cezarego Gapika, z którym Infernal War współpracuje również na „Redesekration…”) następuje ponad pół godziny treściwej, arcyszybkiej (choć nie do końca, ale o tym za chwilę), nienawistnej pożogi pośród kąsających gitar (w tym solówek i nieprawdopodobnie chwytliwych riffów) oraz nawałnicy fantastycznie brzmiących blastów.
Utwory takie jak „Crushing Impure Idolatry”, „Dechristianized By Parabellum” czy “Crush The Tribe Of Jesus Christ” osiągnęły już chyba status naszych rodzimych, black metalowych klasyków. Nie bez powodu – to absolutne, koncertowe wyroki śmierci, zapadające w pamięć już od pierwszego przesłuchania. Chyba, że ktoś, kto wcześniej nie miał styczności z podobną muzyką (lub jego doświadczenie jest znikome) i nie potrafi nadążyć za takim stężeniem mocy dawkowanej w tempie karabinu maszynowego.
Swoistym przebłyskiem, choć raczej ciekawostką jest „Salvation”, rozpoczynające się cichym pobrzękiwaniem gitary w momencie, gdy Stormblast (Honor, Warhead, Thunderbolt) jedynie po cichu uderza w talerze. Utwór utrzymany jest w powolnych i średnich tempach, jest pełen melodii (nie martwcie się, nie uświadczycie tu grama cukierkowej słodyczy). Wyjątkowość, zupełnie zaskakujące podejście (po kilku morderczych numerach) daje o sobie znać w klimatycznym momencie solowej partii Zyklona (Iperyt, Honor). Coś niesamowitego, piękna (tak, to jeden z nielicznych momentów – o ile nie jedyny – w których można w ten sposób określić muzykę Infernal War), melodyjna, wzniosła. Ryzykuję nawet stwierdzenie, że… wzruszająca! Tęskna, skupiająca absolutnie całą uwagę słuchacza, przypominająca nieco materiał ze splitu z Warhead („Explosion”). Błogostan nie trwa jednak długo, bo po zakończeniu solówki dostajemy bezczelnie w pysk szybkim tempem a muzyka wraca do bezlitosnej eksterminacji. Parę chwil potem ponownie zwalnia, jak gdyby tęskno spoglądając w tył… Ale „This is Terrorfront, This is Infernal War!”, cytując nieskomplikowany frazes z tytułowego kawałka.
Nie jest dla mnie niczym dziwnym, jak głęboko i z jaką mocą częstochowska horda usadowiła się na naszej ojczystej scenie. Debiutancki LP wydaje się być jedynie potwierdzeniem, pieczątką przybitą z niesamowitą mocą, miażdżącą stół i samą deklarację swojego nadejścia. Bo w końcu nie o nie tutaj chodzi – jak mówi sam Herr Warcrimer. „Terrorfront” to album, który ze względu na swoją potęgę, brzmienie i niesamowitą chwytliwość (i to jednocześnie, nie ujmując sobie nic nawzajem!) nie powinien się nudzić. Riffy zostają na długo w pamięci, podobnie jak będące niemal sloganami liryki – nieskomplikowane, choć treściwe i uderzające z równie chamską mocą, co muzyka.
“All gods are dead and gone…So be a slave or be a lord!”
Ocena: 10/10
Kaszub |