Recenzja: Keep of Kalessin - Reptilian [Pendulum Prey]

1.Dragon Iconography
2.The Awakening
3.Judgement
4.The Dragontower
5.Leaving The Mortal Flesh
6.Dark As Moonless Night
7.The Divine Land
8.Reptilian Majesty

Skład:

Thebon (Torbjørn Schei) - wokal
Obsidian Claw (Arnt Grønbech) – gitara, gitara basowa, instrumenty klawiszowe, chórki
Wizziac (Robin Isaksen) – gitara basowa, chórki
Vyl (Vegard Larsen) – perkusja

Aural Music/ Code 666  2010

 

  Norweski Keep Of Kalessin, począwszy od albumu “Armada”, regularnie co dwa lata raczy nas swoimi nowymi długograjami. Ich albumy wzbudzają w światku metalowym sporo emocji, bo zazwyczaj dzielą ich fanów na dwie grupy: kochających i nienawidzących z całego serca. Nie inaczej będzie zapewne z „Reptilian”.

Po przesłuchaniu tej płyty, wrażenie, że zespołowi brakuje koncepcji, znacznie się wzmocniło. Powiedzieć można nawet, że panowie nie bardzo wiedzą, w jaką stronę się skierować. Od utworu do utworu KoK dryfują między jednym pomysłem a drugim, nie zatrzymując się przy żadnej z opcji na dłuższy czas. Taki „Dracon Iconography” zaczyna się monumentalnie i wprowadza słuchacza w podniosły nastrój znany z wcześniejszych albumów KoK. „The Awakening” niby jeszcze ma w sobie coś z poprzedniego utworu, ale pod koniec lekko powiewa nudą. „Judgment” rozbija całą atmosferę stworzoną na dwóch wcześniejszych kompozycjach, a „chórkowe” zaśpiewy brzmią wymuszenie i sztucznie. Eurowizyjny „hit” „The Dragontower” jest płytki i mocno odstaje od reszty tego albumu.

„Dark as Moonless Night”, czyli śmieszny wolny utwór, który w mniemaniu muzyków miał chyba być podniosłym i monumentalnym hymnem, nie pozostawia złudzeń, że już żadnych rewelacji spodziewać się po „Reptilian” nie należy. O dziwo,  „The Divine Land” jest, na tle wcześniejszego koszmaru i niemocy twórczej, najjaśniejszym punktem całego albumu. Bardzo miły dla ucha zaśpiew, pełniący chyba funkcję refrenu, nieco poprawia ogólny wizerunek tego albumu. Na zakończenie zespół zaserwował ponad czternastominutowy „Reptilian Majesty”. Jego wartość merytoryczna to kolejno: 4 minuty sieki, 2 minuty pitolenia, kolejne 2 minuty jeszcze większego pitolenia, 2 minuty majestatu i potęgi, 2 minuty sieki oraz monumentalne i prawie potężne zakończenie.

Keep Of Kalessin ze swoją nieudolnością twórczą przywodzą mi na myśl malarza, który, mimo świetnego warsztatu i umiejętności, maluje tylko domki, krówki i słoneczka.W muzyce Norwegów słychać, że talentu i umiejętności im nie brakuje – gorzej jest z wizją i pomysłem. Dobrym przykładem na to jest wokal Thebona. Momentami gość próbuje naśladować swojego węgierskiego poprzednika, po chwili wydziera się, jakby KoK było jakimś hardcore’owym zespołem, próbuje growlować, śpiewać itp. Wszystko to jest bardzo fajne i różnorodne, ale niestety zupełnie brak w tej jego wszechstronności wizji i jakiegoś ogólnego konceptu.  

Nagrywając „Reptilian” Keep Of Kalessin niemal skazali się na miano „zespołu jednej dobrej płyty”. Jeśli ich przyszła twórczość ma właśnie tak wyglądać, to można już ostatecznie stawiać na nich krzyżyk.

                           4/10 Pendulum Prey
 

<< Powrót do kompedium