Recenzja: Agoraphobic Nosebleed. - Agorapocalypse [MasterDisaster]

0. Timelord Zero (Chronovore)
1. Agorapocalypse Now
2. Timelord One (Loneliness Of The Long Distance Drug Runner)
3. Dick to Mouth Resuscitation
4. Moral Distortion
5. Hung from the Rising Sun
6. First National Stem Cell and Clone
7. Question of Integrity
8. Timelord Two (Paradoxical Reaction)
9. Trauma Queen
10. White on White Crime
11. Druggernaut Jug Fuck
12. Ex-Cop
13. Flamingo Snuff
 

Skład:
Katherine Katz – wokal
Jay Randall – wokal
Richard Johnson – wokal
Scott Hull – gitara, bas, programowanie automatu perkusyjnego

Relapse Records, 2009

 

„Agorapocalypse” to czwarty pełny album tej zasłużonej, amerykańskiej formacji grindcorowej. Wszystkiemu przewodzi nie kto inny jak sam Scott Hull, znany choćby z Pig Destroyer. Dla osób głęboko siedzących w tej muzie facet nie wymagający przedstawiania.

Muzyka zawarta na tym albumie jest inna, niż można się było spodziewać. Nie jest zbiorem przypadkowych utworów zlanych w jedną papkę mających na celu jedynie zmasakrować słuchacza. Tutaj mamy do czynienia z kilkunastoma odrębnymi, charakteryzującymi się pewną indywidualnością kawałkami tworzącymi jednak zgrabną całość. Utwory cechują się pewnym poziomem chwytliwości i zawierają wiele elementów łatwych do zapamiętania. Przyznacie, że to nie są standardy w tego typu muzyce, więc tym bardziej warto docenić „Agorapocalypse”.

Tym bardziej chwali się odwaga zespołu, który nie boi się eksperymentów i w dupie ma ograniczanie konwencji. Nie trzyma się też sztywno ram grindcore'a wplatając gdzieniegdzie całkiem sporo elementów dzisiejszego death metalu, adaptując je jednocześnie do swojego stylu. I tym razem przyznać trzeba zespołowi, że radzą sobie z tym naprawdę świetnie. Również pod względem wykonawczym nie ma nic do zarzucenia, wiosło piłuje precyzyjnie, a nawet aranżacja automatu perkusyjnego robi wrażenie, sprawiając, że słucha się go zupełnie jak grę żywego człowieka, co jest przecież raczej nieczęstym wrażeniem podczas słuchania zespołów grindcorowych. Do tego trzy wokale, w tym kobiety - Katherine Katz - robią piorunujące wrażenie, a ich współbrzmienie jest imponujące.

Albumu słucha się z wielką przyjemnością i można cieszyć się nie najgorszym soundem, pozostawiającym w tyle wiele dzisiejszych produkcji. Jak już wcześniej gdzieś pisałem, ta płyta robi różnicę. Robi różnicę pomiędzy bezkształtną i bezpłciową papką a porządnym napier**lem z najwyższej półki. Oczywiście łatwo się domyślić, po której stronie stoi Agoraphobic Nosebleed.
 

                8/10 MasterDisaster

<< Powrót do kompedium