Start
Forum
Radio
Muzyka
 
Dla zespołów




HeavyMusic.pl :: Artykuły :: Brutal Assault 2008 - Brutal Assault 2008 - relacja [Bastet]

Brutal Assault 2008 - relacja [Bastet]

data: 08 listopada 2008, autor: Bastet, Artykuł dotyczny zespołu Brutal Assault 2008

BrutalAssault to dla mnie już od pewnego czasu centralny punkt lata. Trzy-cztery dninieustannej alkoholizacji, świetnej muzy, kontaktu z fantastycznymi ludźmi. Ktonie był, niech w przyszłym roku zmieni swoje postępowanie i sam sprawdzi, jakto jest żyć w polowych warunkach brudu, hałasu i ciągłego śmiechu.

Ten rokniewątpliwie należy do najbardziej udanych muzycznie. Już nawet nie przez samdobór kapel, ale to, jak zaprezentowały się na obydwu scenach. Nie widziałamzłego koncertu, wszystkie były na poziomie co najmniej bardzo dobrym. No, możepoza Cradle of Filth, ale oni w swojej klasie też okazali się dobrzy.

Dzień I

Zaczęłamod Samaela...poniekąd, bo się spóźniłam (nie z mojej winy!) i widziałam tylkokońcówkę. Ponoć rewelacja i tak dalej. Nie widziałam, to się nie spieram.Septic Flesh bardzo pięknie - klimatycznie i z wykopem. Szkoda, ze czystewokale nie były "na żywo" ale i tak koncert barwny, wymuszającyskupienie i, przede wszystkim, dość egzotyczny. Finntroll dali koncert w swoimstylu - do poskakania i w klimacie fińskiej biesiady. Nie przepadam za takapelą, tak jak i innymi jej pokroju, ale muszę przyznać, że koncertoworewelacja. Do skakania i śpiewania jak znalazł. Znajomy zawlókł mnie pod samascenę i bawiłam się doskonale. Te trolle są bardzo imprezowe!

Punktemkulminacyjnym wieczoru i kapelą, która jak zwykle wzbudziła kontrowersje byłMayhem. Mnie się ten zimny i ponury koncert osobiście podobał. Set listaobejmowała numery głównie z "Ordo Ad Chao", ale znalazło się teżkilka rzeczy z wcześniejszych płyt. Jakby na złość wszystkim tró mroczniakom z"rzeczy kultowych" poleciało tylko (i tu pamięć moja szwankuje) albo"Freezing Moon" albo "Funeral Fogg" [jak ktoś bardziejprzytomny to niech mnie poprawi]. Ach, i "Deathcrush". Ludziom sięnie podobało, bo koncert był bardzo minimalistyczny i zimny, trudno było robićmłyn czy machać czaszką. Mnie ciarki przechodziły, gdy słyszałam, co Attilarobi z głosem. Cholernie dobry koncert, bardzo mi się podobała przekorniedobrana set lista.
Ech, ale i tak słyszałam później głosy, że to pozerstwo igwiazdorstwo...taaaa…


Dzień II

Dzieńmorderczy. Nie tylko ze względu na strasznie złą pogodę (burze, deszcze, tonybłota) ale i z powodu maratonu koncertowego. Bardzo, ale to bardzowyczerpujące.

Kołopołudnia doom metalowe Novembre – typowy doomowy smut, na tą pogodę jakznalazł. Przyzwoicie. Następny, już wieczorny koncert to Soilwork – nie szalejęza ta kapelą, ale dali radę, żywiołowo i z radością grania. Następujący po nichPrimordial, na który bardzo czekałam, nie zawiódł. Wspaniałe wykonanie utworówi charyzma wokalisty, jego niesamowity kontakt z publiką sprawiły, że ażchciało się wydzierać słowa utworów razem z nim, machać włosami i stać pod tąsceną, w deszczu. „Where is the fightingman? Am I he? You would trade every truth For hollow victories!”.

Entombed,jakkolwiek nie słucham tego typu grania, zagrali fantastyczny, mocny gig. Zpunkową energią doprowadzili ludzi do szaleństwa. Miałam sobie na czas trwaniaich koncertu iść, nie poszłam, zostałam i nie żałuję. Średnia wieku muzyków totak na oko czterdzieści parę lat, ale niejeden młodzik mógłby im pozazdrościćikry. Koncert Behemoth sprawił, ze cofam wszystko, co złego wygadywałam na tenband. Oprawa świetlna, postawa muzyków, dziwaczna konferansjerka Nergala (wpołowie po polsku) a przede wszystkim siła ich muzyki sprawiła, że ten gig tobyło ludobójstwo. Przetoczyli się przez BA jak pancerna dywizja. Wykonali teżjeden kawałek ze straszliwym gościem z Root (ciekawostka – paskudny ów człowiekjest dla Czechów kimś w rodzaju naszego Romana K. i przywódcą czeskiegokościoła Szatana). „Chant for Eschaton” zakończyło koncert a kilkanaścietysięcy ludzi dostało białej gorączki. Deszcz nikogo nie zmoczył tym razem, bowyparowywał kilka metrów nad tłumem. Ale „golonkę masz pan” nie było. Minus.

Zmianaklimatu i Anathema – bardzo ciekawiło mnie, jak spokojni Brytole dadzą sobieradę na takim Brutalnym feście i okazało się, że dla nich to pestka. Darowalisobie nowe albumy, grając z nich dwa, góra trzy utwory i skupili się na swoichmetalowych korzeniach. Poleciały numery z „Alternative 4”, „Judgement”, „The SilentEnigma”. Nie zabrakło kultowego “Sleepless”. Vincent był swobodny, kontaktowy istraszliwie uchachany. Początkowo miał trudności z przestawieniem się na growling,ale jak już się wprawił i ryknął, to szczeny opadły. Jeden z najlepszychkoncertów tegorocznego BA i mój powód do dumy, bo Anathemę wielbię i kocham inie zawiedli. Ach, na koniec dowalili progresywną wersję „Orion”. Czapki z głów.


Cradle ofFilth spędziłam na gromkim śmiechu. Jakkolwiek naprawdę lubię ich starszealbumy i technicznie muzykom nic nie można zarzucić to partie wokalne, zarównomęskie(?) jak i damskie pozostawię bez komentarza. Dawno nie widziałam czegośtak groteskowego, ale chwała im za to, że rozbawili a nie zmęczyli, bo następnebyło....

Neurosis.Wysoko mieli postawiona poprzeczkę, oj, wysoko. I przeskoczyli. Nigdy w życiunie byłam na tak niesamowitym, hipnotycznym koncercie. Wielki ekran zwizualizacjami – transmisjami ze snów. Dźwięk niemal kryształowy (najlepiejnagłośniony koncert na BA, swoją drogą). Dodatkowa atrakcja – unoszące się wpowietrzu opary marihuany (w sumie było tego tyle, że w połączeniu z wilgotnympowietrzem tworzyło ścianę dymu). Muzycznie perfekcyjnie. Nie znam, przyznaję,ich twórczości zbyt dobrze, więc nie powiem, jakie kawałki grali po kolei, aleten koncert sprawił, ze zamierzam się z ich muzyka poznać blisko.Cośniesamowitego.
1349 już raz widziałam, ot, taka rzeźnia radosna. Towróciłam do namiotów popić.







Dzień III

Zprzyczyn technicznych (pada i jestem zmęczona) nie poszłam na wszystkiekoncerty, na które chciałam. Za to zobaczyłam Ilidiance – fajny, rosyjski,udziwniony black ale spodziewałam się, że zagrają lepiej. Arkona – teżrosyjskie, z tym że skoczne i pogańskie. Pani śpiewająca ganiała ubrana w lisai tańczyła przy rurze. Żeński i słowiański odpowiednik Finntrolla, tyle żeodbiorcami tej muzyki na Brutal Assault byli głownie nawiedzeńcy o jakiśpansłowiańskich ciągotach. Niemniej jednak dało się słuchać.

Code –strasznie się na nich napaliłam, a wyszłam w połowie gigu bo mnienajzwyczajniej w świecie znudzili. Na płytach dobrze, na koncercie – popłuczynypo DHG.

Sebkha Chot – kabaret pełną gęba. Widziałam ich wprzelocie, ale rozmawiałam w pociągu do Krakowa z gościem, który widział całykoncert i stwierdził on, że niesamowicie pozytywny i dziwaczny występ. Szkoda,ze nie widziałam więcej.


Arch Enemy dało fantastyczny, energetyczny koncert. Mieliświetne nagłośnienie i zostali doskonale przyjęci. Do tej pory zastanawiam się,skąd z tej drobnej Angeli bierze się taki wokal. Nie spodziewałam się po ichwystępie fajerwerków, ale zaskoczyli mnie bardzo przyjemnie.


Paradise Lost z kolei oglądałam z postawy pół śpiącej, aleto nie ich wina, zaznaczam. Koncert był cudownie nastrojowy, pełen starych hiciorów.Niestety, walka z warunkami klimatycznymi (co, nota bene, doceniali wszyscyfrontmeni kapel i dziękowali ludziom za wytrwałość) oraz zwykłe, ludzkiezmęczenie sprawiły, ze nie słuchałam ich w pełnym stanie skupienia.


Z tych samych przyczyn zaraz po obejrzeniu dosłownie dwóchnumerów Carcass poszłam do namiotu ogrzać się i trochę odetchnąć, bo to jużbyło ponad moje siły.


I tu składam samokrytykę, bo z tych przyczyn nie widziałamEsoteric, które ponoć dało koncert porównywalny tylko z Neurosis. Bardzo miwstyd z tego powodu.


Podsumowując– tegoroczny Brutal Assault, mimo złośliwości sił natury, był wyjątkowo udany.Ekipa jak zwykle dopisała, a wiadomo, że połowę klimatu Brutala stanowiąfantastyczni ludzie. Koncerty na najwyższym poziomie.

Dodatkowym atutem i tu wyrazy uznania dla organizatorów,było mnóstwo pryszniców. Nieco mniejsze wyrazy uznania dla organizatorów za to,że z pola namiotowego szło się pod owe showery 15 minut, a przez ostanie dwa dni– płynęło przez zwały błota. Gambrinusa w tym roku nie piłam, i to teżdodatkowy atut.


Polecam wszystkim ten fest i mam nadzieję – do zobaczeniaza rok!

Bastet





Zobacz kompendium zespołu


© 2006-2009 HeavyMusic.pl Team, All rights reserved, design by Nemesis ('06)